Joga

Kurs na nauczyciela jogi, co zastałam

kurs na nauczyciela jogi

Kurs na nauczyciela jogi, kto by pomyślał… Na pewno nie ja jakiś czas temu, kiedy zdecydowałam się na wzięcie udziału w programie Zen Jogi „Dynamic Mindfulness”. Od nerwowego życia, do Zen przez wielkie Z 🙂

Zapisałam się na kurs na nauczyciela jogi, ponieważ czułam, że może to pomóc MNIE. Podbudki czysto egoistyczne, od tego się zaczyna… Ale pomóc mi w jaki sposób? Poszłam w ciemno. Na samym wstępie powiedziałam wprost, że nie mam zamiaru nauczać, tylko chcę się czegoś dla siebie nauczyć. Nie byłam pewna czy się „nadaję”.

Our #dynamicmindfulness #yogateachertraining coming to an end :( Strange.... #ryt200 #yogalove #yoga #joga

EDIT po roku: prowadzę swoje zajęcia 😀 Była to tak niesamowita podróż, że żalem byłoby nie pomóc innym ludziom i nie iść dalej tą drogą. Nie liczy się samo dotarcie do celu, lecz bycie w podróży. Jestem na etapie, gdzie nie chcę, aby ta podróż dobiegła końca. I nie ma w tym nic złego.

Oto najważniejsze rzeczy, jakie wyniosłam z tego kursu i z całego doświadczenia z ludźmi, z jakimi się tam spotkałam. Oczywiście oprócz nauki o pozycjach, sekwencjach, inwersjach, ćwiczeniach oddechowych, asystowaniu, anatomii ciała, historii jogi, itd. itd. 🙂

1. Kurs na nauczyciela jogi uczy mnie (nadal) akceptacji

Być może wynika to z tego, że mój styl jogi jest bardzo zakorzeniony w Buddyzmie, który jest systemem bardzo tolerancyjnym. Tolerancja i akceptacja względem innych, ale przede wszystkim względem siebie samego.

Wywodzę się ze środowiska, gdzie albo stawiano mi poprzeczki dość wysoko, albo sama je sobie zaczęłam bardzo wysoko stawiać. Zaczęło mnie to w pewnym momencie prowadzić do wypalenia.

Kurs na nauczyciela jogi daje pole do nauczenia się, aby widzieć rzeczy takimi jakie są. Nie ma rzeczy złych, ani dobrych. Zaczyna się od własnego ciała – nie ma ciała „piękniejszego”, „zdrowszego”, „lepiej funkcjonującego”. Są ciała, które po prostu są różne. Ciało jest, jakie jest – czy bardzo wysportowane, czy wymęczone przez chorobę – w jodze nie ma to znaczenia. A kto praktykuje jogę, wie, że stwierdzenie jest to prawdziwe nie tylko na macie, ale też w życiu codziennym. Ciało nie jest ani brzydkie, ani idealne – po prostu jest.

Nie ma pozycji idealnych, ani pozycji źle wykonanych. Jeżeli danego dnia czuję sie zainspirowana i zmotywowana – dobrze. A jeśli drugiego nic mi się nie chce – też dobrze.

Nie oznacza to chorej „pasywności”, tylko akceptację zasady yin i yang – raz jest lepiej, raz jest gorzej. Raz praktyka wychodzi „jak z płatka”, innym razem trudno nam w ogóle wejść na matę. Akceptacja. Nie walczyć ze sobą. A przede wszystkim nie walczyć ze sobą poza matą.

2. Znalazłam na nowo mój własny oddech

Pamiętam, jak siedliśmy po raz pierwszy do medytacji nad oddechem. Pierwsze momenty – cisza, niepokój, dyskomfort. Dziwnie tak siedzieć, „nic” nie robić… Umysł wręcz wyrywa się, aby być produktywnym!

Samo siedzenie? Pff, lepiej poćwiczyć, popracować, posprzątać!

Poza tym, jak nie jestem aktywna, to wracają niepokoje… Żeby nie myśleć, trzeba coś robić, zajmować umysł. Wtedy nie zwracamy uwagę na nasze demony.. Na problemy w związku, z kredytem, na rozterki w pracy, na zołzę w sklepie, lub tęsknotę za ukochanymi. Wszystko to można stłumić…. nie myśląc.

Brzmi znajomo?

Często nie jesteśmy w zgodzie z sobą i bardzo wiele tłumimy, zamiatamy pod dywanik. Nie czujemy się ze sobą komfortowo. Jest jednak jedna rzecz, przy której zawsze będziemy czuli spokój, a problemy dnia wczorajszego i jutrzejszego zbledną. Jest to koncentracja na własnym oddechu.

Kurs nauczyciela jogi przypomniał mi o tym, jak ważne jest odbudowanie kontaktu z własnym oddechem. Wystarczy się zatrzymać i wsłuchać. Interesujące: zamiast niepokoju, ludzie od razu czują się bezpieczni, gdy tylko zakotwiczają uwagę na oddechu. Dlaczego? Nasz oddech jest „nasz”. Psychologicznie rzecz biorąc, wsłuchując sie we własny oddech, wiemy, że żyjemy i daje nam to automatycznie spokój ducha. Nie pamiętam, kiedy ostatnio poza jogą zwróciłam uwagę na własny oddech.

Medytacja na oddechu polega na zakotwiczeniu uwagi np. w nozdrzach oraz pełną koncentrację na tym jak oddech z nich wychodzi i jak przez nie wchodzi. Można oddech po prostu obserwować, a dla początkujących poleca się liczenie np. wydechów. W momencie gdy nasza uwaga zostaje zaburzona – zauważamy „zboczenie z torów” i wracamy do naszego oddechu.

3. Praktykować uważność można nie tylko na macie, ale też poza nią

Trening jogi dla wielu jest praktyką czysto fizyczną, opartą na asanach, czyli pozycjach jogi. Joga na mięśnie brzucha, joga na bóle w krzyżu, joga na trawienie… Jednakże, trening jogi to także (jeśli nie przede wszystkim) praktyka bycia uważnym.

W trakcie lekcji jogi, skupiamy się na własnym ciele, synchronizujemy oddech z ruchami, na czas trwania lekcji mamy „wygląd wewnątrz”.

Kurs na nauczyciela jogi wyniósł ten aspekt do kolejnego poziomu. Jak np. jesteś nauczycielem angielskiego, to nie przestajesz nim być, jak tylko wychodzisz ze szkoły… Tak samo z jogą. Pomagamy ludziom trenować uważność, żyć chwilą – sami więc chcemy być żywym przykładem tego, co nauczamy, ale nie tylko na macie. W całym codziennym życiu, uważność może być praktykowana absolutnie wszędzie, a wtedy każda „normalna” czynność staje się prawdziwą sztuką.

Już nie dziwię się, że Japończycy kultywują ceremonię herbaty. To czysty trening uważności. Ogrody zen, ogrodnictwo, taka „normalna” czynność, a wyniesiona do rangi sztuki. Nauczyłam się odkładać komórkę przy jedzeniu 🙂 Zanim pójdę spać, zwracam uwagę na oddech lub piszę dziennik wdzięczności. Wróciłam do picia zielonej herbaty i to nie byle jakiej, bo do parzenia zielonej herbaty matcha. Odrzuciłam multi-tasking, teraz wiem, że najlepiej koncentrować się tylko na jednej rzeczy, ale za to całym sercem.

buddzym i akceptacja

Kurs na nauczyciela jogi nauczył mnie nie tylko wyginać miało ciało (i pomagać w tym innym), ale przede wszystkim przedstawił mi wspaniały system filozofii życia oparty na akceptacji, zaufaniu na oddechu, wiedzy o przemijaniu rzeczy oraz treningu uważności, który sprawia, że na prawdę żyje nam się lżej.

 

Zobacz również