Mindfulness

Zanim się załamiemy – 4 kroki do nerwicy i wypalenia

zalamanie nerwowe

Stany depresyjne i lękowem wypalenie oraz nerwica nie pojawiają się z dnia na dzień. Jasne, wiemy, że pod wpływem długotrwałego stresu możemy się ich „nabawić”, ale czy jesteśmy świadomi kroków pomiędzy? Zanim?

Obserwuję z niepokojem rozwój w Polsce mentalności „załatwienia wszystkiego przez pigułkę” i bardzo rażą mnie wszechobecne reklamy farmaceutyczne, w telewizji, gazetkach. Na wszystko jest sposób, aby zamaskować symptomy, przykryć jak makijażem.

Powoli zatracamy naszą intuicyjną zdolność do wsłuchiwania się we własne ciało – do jego obserwacji i do dostarczania mu tego, czego w danym momencie potrzebuje.

Zanim wpadniemy w stan załamania nerwowego, nasze ciało daje nam sygnały = ostrzega nas. Ciało które „nawala” traktujemy jak wroga. Niestety, nie dopuszczamy do siebie tego, że nasze ciało to nie nasz wróg, tylko sprzymierzeniec. Symptomy, które u nas występują, to język naszego ciała do komunikacji z nami.

Zanim się „przetyramy”, przechodzimy przez 4 pod-kroki, a mianowicie:

1) zmęczenie mięśni (muscular fatigue)

2) zmęczenie emocjonalne (emotional fatigue)

3) zmęczenie umysłowe (mental fatigue)

4) zmęczenie ducha/duszy (fatigue of the spirit)

Dlaczego o tym piszę? Gdyby każdy z nas zdawałby sobie z tego sprawę, mógłby lepiej zrozumieć mechanikę tego, co się z nim dzieje, a także skuteczniej działać prewencyjnie. Z tym modelem zapoznałam się z książki wspaniałej pani doktor, Claire Weekes, „Kompletna samopomoc dla twoich nerwów”.

„Essential Help for Your Nerves: Recover from Nervous Fatigue and Overcome Stress and Fear” – Claire Weekes

„Kompletna samopomoc dla twoich nerwów” (lubimyczytac.pl)

Warto jak najszybciej zidentyfikować u siebie poniższe rodzaje zmęczenia, aby zaopiekować się sobą i nie dopuścić do przejścia do kolejnych faz, które nieuchronnie mogą prowadzić do poważniejszych stanów.

Pierwszy objaw: zmęczenie mięśni

Na samym początku przychodzi zmęczenie naszych mięśni, które można rozpoznać najłatwiej! Najbardziej znane nam jest zmęczenie mięśni po wysiłku fizycznym, na przykład po siłowni lub joggingu.

Istnieje też specyficzne zmęczenie mięśniowe, ale spowodowane stresem, czyli nie ich użyciem, jak podczas ćwiczeń, ale ich nadużyciem, podczas długotrwałego spięcia tych mięśni.

W takim przypadku ludzie najczęśniej narzekają na spięty kark, bolące mięśnie pleców, bóle nóg, łydek. Często towarzyszy temu takie uczucie zmęczenia, że chce się nam głównie siedzieć, nie możemy długo ustać, szukamy krzesła, czujemy potrzebę położenia się. Zmęczenie przez długotrwałe spięcie. Niejednokrotnie cierpią nasze mięśnie oka! Pogorszenie wzroku, mroczki… Mocno spięty kark prowadzi do migren, regularnych bólów głowy. Głowa często nam po prostu ciąży. Brzmi znajomo?

Nie chcę podawać na każdą fazę „recepty”, ale nadmienię, że przy tym etapie warto o siebie wyjątkowo zadbać: ćwiczenia relaksacyjne, trening autogenny, joga, medytacja, spa, masaż (polecam masaż shiatsu), uważne spacery, uważne kreatywne hobby, np. malowanie/rysowanie. Ważne, aby robić to codziennie! W przeciwnym razie przechodzimy do fazy drugiej.

Medytacja oddechu – 5 minut dziennie

Druga faza: zmęczenie emocjonalne

Kiedy nasze nerwy poddane są długotrwałemu „tyraniu”, mogą się przewrażliwić = każda emocja będzie postrzegana barwniej, mocniej. Dochodzi do ich przewrażliwienia (sensitization). Przewrażliwienie nerwów to ważna część postępowania zmęczenia nerwowego, zmierzająca do załamania.

Niektórzy wiedzą o czym mówię – na tym etapie bardzo barwnie uderza w nas na przykład strach. Wpadamy w zaklęty krąg: strach-adrenalina-strach. Układ sympatyczny, odpowiedzialny za akcję, działanie, sterowany jest przez hormony, na przykład właśnie adrenalinę. Sympatyczny wcale nie oznacza, że jest on „sympatyczny”. To układ, którego zadaniem miało być ułatwienie nam ucieczki przed zagrożeniem życia. Wyłącza się układ trawienny – przecież nie potrzebujemy go do ucieczki przed tygrysem, często reagujemy biegunką, wali nam serce, pompujemy więcej krwi, aby łatwiej nam było uciekać lub walczyć, pocimy się, itd.

Do tego pamiętajmy, że jesteśmy przewrażliwieni. Co na tym etapie przewrażliwienia dochodzi? Strach przed strachem. Strach przed symptomami. Strach – kolejny wyrzut adrenaliny. Strach-adrenalina-strach. Bez końca.

Zmęczeni emocjonalnie ludzie unikają „zbyt wielu bodźców”, w ochronie przed ich przewrażliwieniem, a także niejednokrotnie ze wstydu przed symptomami… Zamykają się w swoich czterech ścianach, izolują się, martwią. Czasem wchodzi agorafobia, lęk przed przestrzenią, przed opuszczeniem domu. Chronimy się przed hałasem, mamy na niego o wiele mniejszą tolerancję.

Przewrażliwienie to główny winowajca, przez którego każda emocja wydaje się sto razy mocniejsza. Również emocje pozytywne – miłość wydaje się nagle taka wielka! Tak mocno tęsknimy, tak mocno czujemy tęsknotę, tak bardzo się uzależniamy od innych. Przesadzamy w drugą stronę.

Bez zrozumienia tego etapu, nie ma akceptacji, bez akceptacji nakręcamy się coraz bardziej. To ostatni dzwonek, aby odpuścić, wziąć urlop, zadbać o siebie, zanim wyczerpiemy sie emocjonalnie i zanim nadejdzie…

Trzeci krok: zmęczenie umysłowe

Przewrażliwiona osoba jest bardzo skoncentrowana na sobie i świadoma swojego stanu, a jej niepokoje często są tłumione w środku – nie wychodzą na zewnątrz. Zmęczona umysłowo osoba często opisuje swój stan, jakby głowa była we mgle.

Kiedy umysł jest jasny, myśli są lekkie. Przy zmęczeniu umysłowym, myśli stają się natrętne, jest ich za dużo, nie możemy się skoncentrować, myślenie staje się wielkim wysiłkiem, szwankuje nam pamięć….

Myśli „kleją się” do nas. Nie możemy po prostu usiąść i odpocząć – myśli nas przytłaczają, jesteśmy ich bardzo świadomi. Na tym etapie często przychodzą fobie, myśli natrętne. Fobia to irracjonalny i cały czas obecny strach.

Ważne, aby rozpoznać swoje przewrażliwienie oraz cały czas obecne napięcie mięśniowe. Oprócz wszelakich technik relaksacyjnych, pomaga trening uważności, ćwiczenie wdzięczności, wylewanie myśli, które się do nas „kleją” na papier, wygadanie się. I jak zwykle – zrozumienie. Oraz akceptacja swojego stanu.

Ostatecznie: zmęczenie ducha

Przy ostatecznym wyczerpaniu może dość do załamania nerwowego i do złamania ducha. Osoba zastanawia się – „czy warto się starać?”. Brakuje sił, aby stawić czoła kolejnym dniom, kolejnym przewrażliwionym porankom. Niestety, najskuteczniej można zwiększyć poziom zmęczenia przez… walkę.

Taka osoba doprowadzona do ostateczności musi 1) zrozumieć, 2) zaakceptować, 3) odpuścić, a dusza musi jakoś znaleźć drogę z kierunkowskazem „nadzieja” i „odwaga”.

 

Opis czterech faz prowadzących do załamania nerwowego opisałam przy pomocy książki dr. Weekes. Pół jej słowami i pól moimi własnymi, gdyż znam pewne symptomy z autopsji. Każdemu kto chce więcej zrozumieć na drodze do zdrowia, polecam tę lekturę z całego serca. Nie spodziewajcie się w tej książce porad na temat diety bądź sumplementów. Nie znajdziecie tam sugestii ćwiczeń, ani innych aktywności dla polepszenia waszego stanu.

Ale pozwoli wam zrozumieć. I o to mi w tym artykule chodziło.

 

Dziennik wdzięczności – jak zacząć?

Być optymistą – co to znaczy?

 

Zobacz również

  • Jaki to tytuł książki? Bo nie mogę się doszukać? 🙂

     
    • Hej hej, kupiłam tę książkę pierwszy raz po angielsku, „Essential help for your nerves”. W połowie wpisu podałam dwa linki – do niemieckiego Amazona z angielską wersją oraz do polskiego tłumaczenia na lubimyczytac.pl.

      Fajna ta książka, dużo w niej przykładów historii różnych ludzi borykających się z problemami nerwowymi. Niepokoje, nerwice, itd. Miło, że taka książka napisana przez lekarkę, ale taką ze zdrowym podejściem do sprawy. Bez obiecanek cacanek, bez jakiejś pseudoreklamy, po prostu z chęci pomocy.

      Pozdrawiam!